Jak naprawdę wygląda polerowanie lakieru
Najpierw – gruntowne mycieZanim zrobimy cokolwiek z lakierem, samochód musi być idealnie czysty. Używamy specjalnej piany, rękawic i dwóch wiader, żeby zmyć brud i nie porysować karoserii. To jak kąpiel przed masażem – nie robimy niczego „na brudno”.
Usuwamy to, czego nie widaćNawet po myciu na lakierze zostają niewidoczne gołym okiem zabrudzenia: resztki smoły, osad z drogi, mikroskopijny pył z klocków hamulcowych. Używamy glinki – wygląda jak plastelina, ale działa jak magnes na te trudne do usunięcia drobinki.
Diagnoza – patrzymy pod specjalnym światłemTeraz przychodzi moment prawdy. W odpowiednim oświetleniu sprawdzamy, jak bardzo lakier jest zniszczony. Szukamy rys, matowych miejsc, hologramów – czyli tych „dziwnych smug”, które widać pod słońce..
Czas na polerowanieTo moment, w którym zaczyna się magia. Używamy specjalnych maszyn, padów i past. Najpierw – mocniejsze środki, które usuwają głębsze rysy. Potem – delikatniejsze, które nadają lakierowi głębi i połysku.
To trochę jak szlifowanie diamentu: najpierw surowy kamień, potem szlif i na koniec – olśniewający blask.
Na koniec – zabezpieczenie efektuGdy lakier już błyszczy jak lustro, trzeba to zabezpieczyć. Nakładamy powłokę ochronną (ceramiczną,grafenową albo wosk), żeby efekt utrzymał się jak najdłużej i lakier był odporny na deszcz, słońce, brud czy sól drogową.